Historia

Za górami, za lasami, na jednym ze wzgórz Pogórza Karpackiego narodziła się pasja. To nie jest początek jednej z bieckich legend, to historia prawdziwa, opowieść o tym skąd w mojej głowie pojawiła się myśl o robieniu mydła.

Po raz pierwszy postanowiłam zrobić naturalne mydło kiedy u mojej bliskiej osoby podejrzewano problem skórny na tle alergicznym. Zrobiłam je. Udało się. Efekt zadowalający. Zero skutków ubocznych. Pomyślałam wtedy: „to jest tak proste jak ubijanie kotleta! Skoro komuś to pomogło, dlaczego więc nie pomagać innym?” Nie chodzi mi o to aby lansować modne „ekotrendy”, albo „mydlić Wam oczy”, ale o to aby zastanowić się nad tym czym każdego dnia karmisz swoje ciało. Twoja skóra również pobiera pokarm.

 Analizując wszystko od początku to tak naprawdę moje studia, które do niedawna uważałam za bezużyteczne, są fundamentem mojej pasji. Po raz pierwszy właśnie na studiach dotknęłam tego tematu od praktycznej strony.

Nie robię mydeł na skalę masową. Poświęcam uwagę nad każdą z receptur, dlatego mydełka są cząstką mojego serca. Ogromną radość sprawia mi fakt, że bez użycia jakiejkolwiek szkodliwej chemii można wyprodukować prosty kosmetyk.

Chcę, żeby moje mydła były powiewem Ziemi. Od samego początku, aż do chwili obecnej opieram się wyłącznie na metodzie „na zimno”. W składzie mydeł znajdują się naturalne tłuszcze. Korzystam z dobrodziejstw natury, zdobiąc mydła mineralnymi glinkami, zbierając zioła z okolicznych łąk i wzbogacając nimi moje wyroby. Mleko kozie podnosi w znacznej mierze walory mydła, ponieważ nie pochodzi z półki sklepowej. Wykorzystuję tylko świeże mleko, w które zaopatruje mnie rolnik z sąsiedniej wsi. Taki produkt nie jest pozbawiony cennych składników w wyniku pasteryzacji. Produkcja to zwykła domowa manufaktura, bez użycia skomplikowanych urządzeń.

Nie określam konkretnie terminu ważności produktów. Uważam, że spokojnie można ich używać nawet po roku od daty produkcji. Mydło, które zaczyna jełczeć nie jest niebezpieczne dla zdrowia. W najgorszym wypadku można je zużyć w praniu 🙂 Również biały nalot, który może pojawić się na powierzchni kostki mydła nie jest niebezpieczny. To nie jest pleśń a węglan sodu i w żaden sposób nam nie zagraża.

Produkcja mydełek wciąga jak narkotyk lub jak chodzenie po bagnach 🙂 Ilu ludzi, tyle pomysłów, dlatego na specjalne życzenie mogę wykonać jakieś niestandardowe mydło.

Mydła naturalne ręcznie wykonywane, bez parabenów, silikonów, SLS-ów, sztucznych barwników.